Wywieziono nas do obozu pracy
materac do spania |tonery |
„Wywieziono nas do obozu pracy Camp des Garrigues koło Nimes. Nie pojechał z nami jedynie kapitan Iwanowski. Przedostał się do Marsylii, by zbadać tam możliwości ewakuacji. Wiadomość o wynikach miał przesłać do obozu.
Polskim komendantem w Camp des Garrigues został major Ciniewicz. Kompanię, w której pełniłem funkcję dowódcy plutonu roboczego, powierzono porucznikowi Zawalskicmu. Drugą kompanię objął porucznik rezerwy Piątkowski, natomiast nazwiska dowódcy trzeciej nie pamiętam.
Wszystkim kompaniom, jak również komendantowi obozu, przydzielono francuskich nadzorców (surveillants). Mieli oni prawo unieważnić lub zmienić każde zarządzenie polskiego dowódcy. W naszym przekonaniu byli wtyczkami państwowej służby bezpieczeństwa, najprawdopodobniej emerytami. Do naszych konspiracyjnych zadań należało uspicnie ich czujności, co miało zaprocentować przy ewentualnych ucieczkach z obozu. Brataliśmy się więc z nimi przy winie, zakupowanym ze składkowego funduszu, utrzymując cerberów stale na winnym rauszu.
Warunki bytowe bardzo prymitywne. Przewiewne baraki z dostawianymi piecykami, w których zresztą nie bardzo było czym palić. Piętrowe drewniane prycze (jedynie w baraku dowódców wojskowe łóżka), licha pościel i cienkie, wysłużone koce. Racje żywnościowe wyjątkowo szczupłe. Właściwie człowiek chodził ciągle głodny. A pracować trzeba było osiem godzin dziennie przy naprawie okolicznych dróg.“(4)
„Wywieziono nas do obozu pracy Camp des Garrigues koło Nimes. Nie pojechał z nami jedynie kapitan Iwanowski. Przedostał się do Marsylii, by zbadać tam możliwości ewakuacji. Wiadomość o wynikach miał przesłać do obozu.
Polskim komendantem w Camp des Garrigues został major Ciniewicz. Kompanię, w której pełniłem funkcję dowódcy plutonu roboczego, powierzono porucznikowi Zawalskicmu. Drugą kompanię objął porucznik rezerwy Piątkowski, natomiast nazwiska dowódcy trzeciej nie pamiętam.
Wszystkim kompaniom, jak również komendantowi obozu, przydzielono francuskich nadzorców (surveillants). Mieli oni prawo unieważnić lub zmienić każde zarządzenie polskiego dowódcy. W naszym przekonaniu byli wtyczkami państwowej służby bezpieczeństwa, najprawdopodobniej emerytami. Do naszych konspiracyjnych zadań należało uspicnie ich czujności, co miało zaprocentować przy ewentualnych ucieczkach z obozu. Brataliśmy się więc z nimi przy winie, zakupowanym ze składkowego funduszu, utrzymując cerberów stale na winnym rauszu.
Warunki bytowe bardzo prymitywne. Przewiewne baraki z dostawianymi piecykami, w których zresztą nie bardzo było czym palić. Piętrowe drewniane prycze (jedynie w baraku dowódców wojskowe łóżka), licha pościel i cienkie, wysłużone koce. Racje żywnościowe wyjątkowo szczupłe. Właściwie człowiek chodził ciągle głodny. A pracować trzeba było osiem godzin dziennie przy naprawie okolicznych dróg.“(4)